.:Linki:.
Grafika&html
by mArtynA
Och, Samotności - Siostrzyczko kochana,
Któraś przez tyle lat koło mnie przebywała,
Tyś, któraś zasypiała i budziłas się obok,
Z pustego krzesła zerkałaś jak płaczę,
Długimi palcami ocierałaś te łzy,
A teraz przepraszam.........Odchodzę od Ciebię,
Jak z gniazda dojżałe piskle wylatuje,
Znalazłam to co przeznaczeniem mym nie było,
Co nad samotnym rankiem tylko mi się sniło,
Teraz ktos inny przy boku mym stanie,
Teraz to on za rekę przez mgłę prowadzić będzie,
Już nie boję się jutra,
Nie straszne mi noce,
Wybacz mi więc, że wierna nie jestem,
Lecz Siostro najmilsza, czas już najwyższy,
Byś kogoś innego do snu utuliła,
Byś komus innemy czas umiliła,
Proszę Cie teraz - Odejdz ode mnie,
Odejdz - nie wracaj,
Nie patrz za siebie
Przecież w dobre oddajesz mnie ręce...
To tylko ja,
Tak pusta a pełna zarazem,
Jak owoc w zepsutym sadzie,
błyszczy się lecz gorzki w smaku,
Ewa nie podała Adamowi owoc,
By uwieść młodzieńcze serce,
Lecz po to, by nie czuć się samotna,
Tak ja,

Omotana obłędem szukam szczęścia by szczęściem się dzielić,'
Chodz i rany samotne nie pozostają,
Te suche łzy,
Co na polikach tułają się w obłędzie,
Tak banalne a jednak jedyne,
To tylko ja,
Krzycząć pozostaje w ciszy,
Przerażającym swym jękiem niewoli,
Chodz swobodnie dryfuje po duszach straconych,
Uratuj mnie......
Przecież Twe ręce ku innej zwrócone....
Puste po brzegi kartki,
Jak morze podobne do pustynnych fal,
szukasz tego,
O czym czytasz,
Na co dzień oglądasz,
Mówisz,
Zatracasz sie nie widząć końca,
Każdy krok poświęconym temu co tak bardzo nieuchwytne,
te łzy,
te słone łzy,
co rzeżbią bruzdę na tak bladym poliku.
Ta samotność tak głucha,
jak wstęga przewija się między palcami,
nie pozwalajaca na chwile wytchnienia.
Uciekasz od samotności wprost w jej ramiona,
niedostrzegając, że jest nierozłączną częścią egzystencji tego świata.
W potoku łez dostrzegasz nareszcie,
tak bardzo oczywistą rzecz,
Puste krzeso obok twojego,
Pozwalasz samotnosci uśiąść koło siebie.....
Aniołowie posiadają twarz.....Zniszczoną twarz.
Są narzędziem w ręku Boga, po to, by karać ludzkość. Bóg posługuje się nimi, by wykonywać swe wyroki na nieposłusznych, zbyt wolnych.
A Aniołowie ze zbruzganymi krwią ludzką skrzydłami powracają do miejsca zwanym niebem by wysławiać imię tego, który sam zachował czystość na swych swiętych rękach. Jakie Te stworzenia są? Czy posiadają litość, współczucie? Czy wszechmogący obdarzył ich takimi odczuciami wiedząc do czego będzie potrzebował tych stworzeń?
Oczy Aniołów prawdopodobnie są tak samo puste jak ich dusze, które pozwalają stać się im katami.

Gdyby te świete stworzenia posiadały uczucia wyższe to ile z nim by zbuntowało się przeciwko ciemiężcy....
Ile wojen stoczyło by się w takim miejscu jak niebo o nas....o ludzkość...tak upadłą i słabą jak osamotniony liść na wietrze,którego nie chroni żadne drzewo.
A może w naszej błogiej nieświadomości w niebie właśnie teraz toczy się ta wojna...
Tylko kto tak naprawdę walczy o nas i dlaczego...............
I znów dotykając prawie nieba bolesnie i z hukiem sprowadzono mnie na ziemię- na ziemię gdzie nikt na mnie nie czeka, nawet nadzieja. Tylko bezradność w poczuciu swojego obowiązku splątuje mi ręce karzac krzyczec odebrała mi głos. Więc krzycze bezgłośnie....nieustannie choć i tak wiem, że gubi się w tłumie niezrozumiałego bełkotu ludzkiego. Nadgarski splądrowane......zniszcone ociekają krwią od łańcuchów założonych mi dla bezpieczeńastwa tych, którzy nie dostrzegają cierpienia zyjąc w obłąkanym umysle. Nawet łzy na znak prostetu nie chcą otulac mych polików. Zmęczyło je nieustanne towarzyszenie mojej osobie.....wiedzą, że to nic nie zmieni. O Samotności......potworze jedyny, któryś przez całe życie mi towarzyszył jak wierny kompan.....przyjaciel prawdziwy. Tyś jedna swą zimną dłonią oplotła me troski kiedy sił na szalenstwo tak słodkie zabrakło. Karmiłaś sie mymi lękami teraz o pozwól demonie bym ja także głodna nie chodziła....Jak żebrak chodzący, któremu zabrakło własnych uczuć. Nadzieja, euforia to ulotne uczucia, odchodzą bez pożegnania popychając ku przepasci. Ty jedyna o Samotności prawdziwa i trwała na wieki wieków, przychodząc już nie opuszczasz swojej ofiary. Nie pozbawiasz ich złudzeń jak i mnie nie pozbawiasz..... Samotności jam ci twoja
Czegóż chcesz więcej?
Zabrałeś już wszystko
Każdy promyk słońca skutecznie gasisz
